Tim Martin Wines Chenin Blanc 2016

Wino białe

I znów włączył mi się tryb eksploracyjny…Przeszukując magazyny sklepu Cybercellar.co.za natrafiłem na producenta, który był dla mnie zupełnie anonimowy – Tim Martin. Kupiłem kilka butelek ze względu na przystępną cenę nie zastanawiając się zbyt długo. Minimalistyczne etykiety mnie zaintrygowały, a Tinta Barocca, po otwarciu, oszołomiła. Nidgy wcześniej nie próbowałem tej odmiany w wersji naturalnej. Wino proste, lecz niezwykle pijalne. Zacząłem więc przeszukiwać sieć w poszukiwaniu informacji o producencie, by poznać bliżej filozofię tego Pana. Strona internetowa nie działa, profil na FB nie aktualny, ostatni Tweet z 2016 roku. Klops. Bywa i tak. Tim Martin pojawił się w Kapsztadzie nagle i równie szybko zniknął. Nie on pierwszy i nie ostatni zderzył się ze smutną rzeczywistością początkującego winiarza. Talent do robienia win to jedno, jeżeli jednak startujesz od zera, bez żadnego zaplecza, trudno osiągnąć sukces zanim pieniądze się skończą.

timmartin

Tim Martin (fot. www.capetownetc.com)

Zostałem więc z kilkoma butelkami dobrych win i świadomością, że nie będzie mi dane ich degustować ponownie. Wciąż mam jednak nadzieję, że Tim Martin nie porzucił swych marzeń i spróbuje swych sił w tym biznesie ponownie. Bardzo mu w tym kibicuje, gdyż wiem po sobie, że spełnianie się i oddanie zupełnie swojej pasji jest cholernie satysfakcjonujące. Z krótkich wzmianek i strzępów wywiadów wyłania mi się obraz osoby, która po odwiedzeniu Burgundii zmieniła swoje życie i porzuciła bankową posadę w londyńskim City i wróciła do ojczyzny z mocnym postanowieniem robienia win w naturalny sposób, używając tradycyjnych metod i swoich zasadach. Pierwszego rocznika nie zabutelkował, ze względu na problem z bakteriami, który wystąpił podczas starzenia. W międzyczasie kupił i odnowił starą fabrykę w Salt River, gdzie wkrótce się przeniósł.  Niestety nie na długo, po zaledwie dwóch latach interes został zamknięty. Zdołał jednak jeszcze wypuścić kilka bardzo dobrych roczników na rynek. Salt River to jedna z dzielnic Kapsztadu, godzinę jazdy od winnic Stellenbosch, nie jest to jednak problem, gdy bazujesz na winogronach kupowanych z różnych farm. Co ciekawe, budek w tej chwili okupowany jest przez wschodzącą gwiazdę winiarstwa w RPA. Duncan Savage skorzystał na niepowodzeniu Tima i robi tutaj swoje niezwykłe wina, dzięki którym zyskał już międzynarodowy rozgłos.

tim2

fot. archiwum własne

Wspomniałem już wcześniej w tym poście o wrażeniach po degustacji Tinta Barocca, która wyszła spod ręki Tima. Teraz przyszedł czas na jego Chenin Blanc, w ostatnim 2016 roczniku. Wino o dość jasnej barwie, która wskazuje na umiarkowane użycie beczki. Bukiet to przede wszystkim brzoskwinie, zielone jabłko, melon i cytrusy. Powiedziałbym, że typowy Chenin Blanc, choć aromaty są jakby mniej intensywne. Bałem się, że w ustach będzie trochę nijakie. Szybko jednak musiałem zweryfikować tą opinię. Pierwsze wrażenie to świetny balans i pijalność. Nie jest to najbardziej złożone wino, powiedziałbym, że trochę proste, jednak czystość i jakość owocu w połączeniu ze świdrującą kwasowością pozostawiają bardzo dobre wrażenie. Jest świeże i przyjemne. Zupełnie nie nuży, kolejne kieliszki smakują równie dobrze, co wcale nie jest regułą dla win w tym przedziale cenowym.

Nie zamierzam nawet sprawdzać czy te etykiety są dostępne w Polsce. Zamieszczam ten wpis raczej jako ciekawostkę i swojego rodzaju chęć pozostawienia śladu po etykiecie, która zanim tak naprawdę miała szansę dotrzeć do konsumenta, przestała istnieć.

Reklamy

Oak Valley Beneath The Clouds Chardonnay 2016

Wino białe

Gdy w Polsce trwa w najlepsze wiosna i entuzjaści wina kierują swoją uwagę ku białym odmianom, zapełniają się tarasy i ogródki, w Pretorii zbliża się zima. Co to oznacza? Ze względu na położenie 1500m nad poziomem morza jest zdecydowanie chłodniej w nocy. Temperatura może spaść w okolice zera. W ciągu dnia mamy jednak świetną słoneczną pogodę, 20-22 stopnie i restauracyjne ogródki są wciąż pełne ludzi. Zmieniają się jedynie preferencje lokalnych mieszkańców co do wyboru win i zdecydowanie częściej wybierają czerwień. Jak dla mnie kalendarzowa zima nie jest wcale powodem by zmieniać swoje pryzwyczajenia. Weekend, słońce, restauracja na farmie, pyszne jedzenie i czas z rodziną – taki sielski obrazek zawsze będzie mi się kojarzył z Sauvignon Blanc czy Chardonnay. Nie inaczej było tym razem i na stole znalazła się butelka z chłodnego Elgin – Oak Valley Beneath The Clouds Chardonnay 2016.

Wino zawdzięcza swoją nazwę warunkom panującym w Elgin. Panujące tu latem wiatry przynoszą chłodne powietrze i zachmurzenie znad Atlantyku oddalonego o 20km. Pokrywa chmur obniża temperaturę w ciągu dnia i spowalnia proces dojrzewania winogron. Tutejsze wina charakteryzują się wyższą kwasowością i świeżością w porównaniu z innymi regionami RPA. Jedynie dolina Hemel-En-Aarde jest wyżej w moim prywatnym rankingu, jeśli chodzi o szczep Chardonnay.

fft2

fot. archiwum własne

„Beneath The Clouds” przeszło spontaniczną fermentację w starych barriques z dębu francuskiego, co zdecydowanie poprawiło głebie i charakter wina. W nosie króluje skórka cytryny, pomarańcza i migdały. Wyczuwalne są również akcenty morskie i delikatne nuty ziołowe. W ustach mamy przeszywającą, cytrusową kwasowość, świetnie zbalansowaną umiejętnie użytą beczką. Średnio zbudowane, lecz dość złożone. W finale do głosu dochodzi grejpfrut, który pozostawia delikatną goryczkę. W miarę wysoka (13.81%) zawartość alkoholu zupełnie nie przeszkadza. Świetna alternatywa dla ciężkich i maślanych Chardonnay, która sprawdza się również z owocami morza.

fft

fot. archiwum własne

Oak Valley to nie tylko wina. Właściciele produkują również najwyższej jakości mięso, hodują kwiaty, prowadzą restaurację i pensjonat. Na farmie znajdują się również świetnie przygotowane szlaki MTB. Fantastyczne miejsce na krótkie wakacje.

Swartland Independent Producers (SIP)

Opowieści różnej treści

Co takiego stało się w Swartland, że region ten zyskał światowy rozgłos i renomę? Co odróżnia ten region od reszty winiarskiej sceny RPA? Odpowiedź jest prosta – wszystko co nowe i ważne zaczyna się od rewolucji! Kilku ambitnych i znudzonych skostniałym Stellenbosch wyrzutków postanawia odrzucić obowiązujące w RPA od dawna dogmaty, przenosi się na zapomnianą winiarską prowincję i zaczyna robić wina, od których kapcie spadają. Jednym spadają z zachwytu, a drugim ze złości. Tylko czy to na pewno rewolucja? Wydaje się, że wcześniej w podobny sposób eksplodował Priorat. Analogii jest wiele – kilku odważnych, stare krzewy, skupienie na terroir, itd. W zasadzie realizuje się tutaj ten sam scenariusz i szczerze, mam nadzieję, że skala sukcesu będzie podobna. Nie byłoby tego hałasu gdyby nie kilku oryginałów. Stworzyli oni coś na kształt ruchu wniarskiego, a efekt przeszedł ich najśmielsze oczekiwania.

Wszystko zaczęło się w latach dziewięćdziesiątych gdy Charles Back przypadkowo natrafił na beczkę Sauvignon Blanc w jednej ze spółdzielni w Swartland. Zachwycony jakością postanowił odwiedzić winnicę, z której pochodziło wino. Tak trafił na starą plantację tytoniu. Część farmy porastały stare krzewy SB z 1965 roku. To był dla niego szok. Region z bardzo gorącym latem i chłodnymi zimowymi miesiącami, nie kojarzył się dotąd z dobrymi winami. Postanowił kupić tu farmę i zaczął ekseprymentować pod szyldem „Spice Route”. Do pomocy wziął sobie młodego, zapalonego i dość już doświadczonego poza granicami RPA, Ebena Sadie. To właśnie Eben jest główną postacią w regionie. Jego niebywały talent i filozofia zaprowadziła go na winiarskie salony całego świata. Od 2002 roku robi wina na swój rachunek, a jego „Columella” w zasadzie od początku zachwyca. Nie bez powodu, jego wina podawane są w najlepszych restauracjach świata, takich jak „Geranium” w Kopenhadze.

Swartland Map for print

Mapa Swartland  (fot. https://swartlandindependent.co.za/)

Z czasem w Swarland pojawili się kolejni marzyciele. Eben, Adi Badenhorst (którego dziadek przez 46 lat robił wina dla Groot Constantia, a on sam przepracował kilka lat w Chateau Angelus), Andrea i Chris Mullineux, oraz Callie Louw stworzyli projekt „Swartland Revolution”. Co roku organizowano szalone festiwale, które miały za zadanie promować region, jego kulturę, wina i kuchnię. Impreza dorobiła się statusu kultowej. W 2015 roku nastąpiło coś, czego nikt się nie spodziewał. W szczycie popularności, założyciele postanowili zakończyć projekt. Uznali, że formuła się wyczerpała i chcieli się skupić na rozwijaniu, wraz z innymi producentami, powiązanego tworu – „Swartland Independent”. To coś na kształt stowarzyszenia, które ma za zadanie usankcjonować produkcję wina w regionie, stworzyć zasady apelacji i dbać o wizerunek, który stworzono ciężką pracą członków. By móc, używać logo „Swartland Independent Producers” trzeba spełnić szereg warunków zapisanych w manifeście:

  1. Wino Swartland Independent musi w całości pochodzić z regionu i spełniać warunki Wine Of Origin.
  2. Koniecznością jest produkcja, starzenie i butelkowanie w regionie.
  3. Każdy producent jest zobowiązany produkować 80% win pod własną marką.
  4. Wina są produkowane metodą naturalną, z minimalną ingerencją w proces winifikacji. Rozumie się przez to: nie dodawanie drożdży i dodatków i enzymów, brak obróbki chemicznej i technologicznej
  5. Wino musi pochodzić z następujących szczepów: Czerwone: Syrah, Mourvèdre, Grenache Noir, Carignan, Cinsaut, Tinta Barocca, Pinotage. Białe: Chenin blanc, Grenache blanc, Marsanne, Roussanne, Viognier, Clairette blanche, Palomino (Fransdruif/Vaalblaar), Sémillon (Groendruif), Muscat Alexandrie, Muscat d’Frontignan, Colombard, Verdelho.  Lista dozwolonych szczepów będzie regularnie aktualizowana, nasadzenia innych szczepów będą analizowane i dopuszczone w przypadku gdy oddają charakter terroir.
  6. Starzenie w nowych beczkach może maskować prawdziwy charakter wina i dopuszcza się jedynie maksymalny 25% udział nowego dębu w procesie. Beczki muszą pochodzić z drewna europejskiego.
  7. Wina muszą być butelkowane w butelkach typu burgundzkiego

Producenci, którzy spełniają warunki mogą oznakować odpowiednio swoje produkty. SIP przeprowadza regularne niezapowiedzianie kontrole by upewnić się, że producent stosuje powyższe zasady.

Swartland-independent

Oznakowanie butelek Swartland Independent (fot.https://www.thedrinksbusiness.com)

 

Trochę to przewrotne, że coś, co z natury zrywało z dotychczasowym porządkiem jest teraz obwarowane tyloma zasadami. Z uwagą śledzę rozwój wypadków i mam nadzieję, że ten kaganiec nie spowoduje stagnacji i zniechęci winiarzy do dalszych poszukiwań i eksperymentów.

Najlepszym sposobem poznania tych win oraz samych producentów jest uczestnictwo w Swartland Heritage Festival, który jest organizowany przez SIP. W tym roku odbędzie się on w Paternoster, w dniach 2-3 listopada. Bilet kosztuje 2950ZAR i można go nabyć pisząc na RSVP@studio-h.co.za. Dodatkowe informacje można uzyskać na stronie SIP. Polecam, ponieważ impreza ma bardzo bezpretensjonalny charakter i panuje tu świetna atmosfera. To jedna z mniej znanych imprez winiarskiego świata, bez zadęcia, wielkich pieniędzy i możnych sponsorów. Coś bardzo pozytywnego i świeżego. Poniżej plakat promujący event w poprzednim roku.

shf-poster_f

fot. https://swartlandindependent.co.za

 

Bosman – De Bos 47 Varietal Rosé 2016

Wino różowe

Czy wino z 47 szczepów ma sens? Jak można to wszystko poukładać aby stworzyło logiczną całość? Przecież to średnio zaledwie 2% z małym hakiem na szczep. Przy takiej ilości trudno zdecydować, który rodzaj będzie wytyczał kierunek i nada ton. Sceptycznie podchodzę do takich eksperymentów. Wydaje się, że chodzi bardziej o zabieg marketingowy by pomóc sprzedaży, zwłaszcza gdy konkurencja nie śpi. Bosman Family Vineyards w swojej linii „De Bos” zdecydowało się wyprodukować właśnie takie wino różowe. Sądząc po fakcie, że to jedyne wino producenta, które jest kompletnie wyprzedane, zabieg marketingowy się udał. Ja nie ukrywam, że również kupiłem tę butelkę z ciekawości, by spróbować jak kosztuje tak niecodzienny produkt.

Na stronie producenta mamy piękne słowa porównujące wybór gron do rosé ze zrywaniem róż w ogrodzie. Myślę sobie, że trochę to górnolotne jak na wino w tej cenie (ekwiwalent 13.00zł) więc zwątpienie we mnie narasta. Gościom podać wina nie sprawdzonego nie wypada, żona rosé omija z daleka więc jestem skazany na degustację jedynie w swoim towarzystwie. Nie powiem, ma to swoje zalety, mogę się wówczas skupić na trunku.

debos

fot. archiwum własne

Pierwsze wrażenie to niecodzienny jak na rosé odcień różu – trochę przybrudzony i ciemniejszy niż zwykle. Szczerze to niezbyt atrakcyjny. Przyjemna niespodzianka to nos – bardzo ułożony, pachnący truskawką, żurawiną i jabłkiem z akcentami egzotycznych owoców. Z czasem uwalnia się więcej egzotycznych akcentów jak granat i marakuja. W ustach już tak dobrze nie jest. Wino jest po prostu nijakie. Dużo owocowych niuansów upchanych ciasno jak sardynki w puszce. Żaden z nich nie chce wziąść odpowiedzialności i poprowadzić całości. Mamy, co prawda, porządną dawkę kwasowości i niezparzeczalny orzeźwiający charakter, ale poplątany owoc zdecydowanie obniża te walory. W zakończeniu przeszkadza wyraźnie gorzki posmak. Podsumowując, winiarz trochę przekombinował. Niestety nie udało mi się ustalić procentowego udziału każdego szczepu w całości (link na stronie producenta nie działa).

Wina Bosman Family Vineyards można kupić online w wine-deko.de. Koszt dostawy 18 butelek do Polski to €14,95.

Kasteelberg Shiraz 2015

Wino czerwone

Nie wszystkie wina produkowane w Swartland są robione w niezwykle ostatnio popularnym stylu naturalnym i nie biorą udziału w tym szaleństwie, które opanowało winiarski świat.  W moim własnym domu doszło do tego, że słowo Swartland powoduje grymas niezadowolenia na twarzy mojej żony. Kasia nie eksperymentuje i stawia na wina, które dobrze zna i lubi. Często sięgamy więc po klasyczne odmiany, robione w klasyczny sposób. Właśnie do takich butelek zaliczymy Kasteelberg Shiraz 2015. Wino, które nie przełamuje stereotypów, a raczej je utrwala. Nowy Świat pełną gębą. Dużo nowej beczki i wyraźne aromaty dojrzałych ciemnych owoców, wzbogacone nutami czekolady, kakao i przypraw. Nad całością unosi się dymna otoczka, która jednak nie dominuje, a podkreśla niezwykle interesujący bukiet. W ustach mocno zbudowane, z dojrzałym, skoncentrowanym owocem. W pewnym momencie nawet słodkawe, waniliowe z pieprznym finiszem. Wygładzone taniny sprawiają, że wino jest bardzo pijalne. Jedynym mankamentem, jak dla mnie, jest ciut niska kwasowość, która pomogłaby przełamać słodkawy charakter, widoczny zwłaszcza w finale. Świetnie nadaje się do potraw wołowiny, jagnięciny, czy dziczyzny.

ksteel

fot. archiwum własne

Riebeek Cellar to duży producent jak na warunki RPA. W pewnym sensie konglomerat, który produkuje niezliczoną ilość win. Pod różnymi etykietami znajdziemy ich szerokie spektrum – od najprostszych, cienkich jak skóra na kaszance Chenin Blanc po bardziej wyrafinowane i mocniej zbudowane klasyki. Miałem okazję spróbować, kilku z nich i z przykrością stwierdzam, że jedynie etykiety Kasteelberg zasługują na pisanie o nich. Całą resztę staram się omijać, ponieważ poza pożądną dawką alkoholu, oferują niewiele rozrywki.  W sieci znalazłem bardzo przyjemny, krótki film o posiadłości, który można obejrzeć poniżej.

W Polsce było dostępne w morze-wina.pl w cenie PLN69.90, lecz w tej chwili brak w magazynie. Wygląda na to, że można je również znaleźć w wino-alcantara.pl. W obydwu sklepach można kupić całą gamę win Riebeek Cellar.

Testalonga El Bandito The Dark Side 2017

Wino czerwone

Muszę przyznać, że butelki sygnowane nazwą Testalonga zacząłem kupować ze względu na świetnie zaprojektowane etykiety. Czasem szalone, czasem proste, ale zawsze przykuwające uwagę. Naiwnie wpadłem w zręcznie zastawioną, marketingową pułapkę i  nie za bardzo chcę się z niej wydostać. Pierwszy łyk El Bandito Skin Contact 2015 tak mnie oszołomił, że od tej pory kupuję wszystko co się ukaże. Nie jest to sprawa łatwa, ponieważ są to wina trudno dostępne, produkowane w małych ilościach i w dużej części eksportowane poza RPA. W wielu krajach zapanowała na nie moda i popyt zdecydowanie przewyższa podaż.

Czym jest Testalonga? Jest to autorski projekt Craiga i Carli Hawkins, którzy zdecydowali się odejść z rodzinnego interesu Carli – farmy Lammershoek i przeprowadzili się do przepięknie położonej farmy na dalekim krańcu Swartland, gdzie zaczęli tworzyć autorskie wina naturalne. Ich znak firmowy to niska zawartość alkoholu, oraz delikatne, wysublimowane smaki. Pracują z coraz szerszą ilością szczepów i sukcesywnie powiększają swoją ofertę.

fot. archiwum wasne

The Dark Side wytwarzane jest z pojedynczej parceli Syrah nasadzonej w 2001 roku. Gleba na tej konkretnej działce ma dużą zawartość gliny, co bardzo pomaga w ostatnich latach ze względu na suszę, która nawiedziła region. O skutkach suszy w Swartland pisałem już tutaj. Winogrona zbierano ręcznie i fermentowano z szypułkami w otwartych 1500l zbiornikach. Po dziesięciu dniach wino wtłoczono do 500l starych beczek z dęby francuskiego, gdzie leżakowało przez cztery miesiące. Jak wspomniałem powyżej, jest to wino naturalne, więc obyło się bez ulepszaczy i filtrowania. Dodano jedynie SO2 tuż przed butelkowaniem.

Wino w bukiecie jest bardzo intrygujące. Oprócz typowych aromatów Shiraz – śliwki, dojrzałej czereśni, pieprzu i innych egzotycznych przypraw, ma bardzo wyraźne i trwałe nuty kwiatowe. W ustach wręcz tańczy na języku. Uderza przede wszystkim świeżość i czystość owocu. Kwasowość, choć wysoka, to bardzo dobrze zbalansowana. Finisz jest już bardziej ułożony i długi. Przeważają w nim akcenty owocowo-kwiatowe. To jedno z tych win, które na dłużej zostaje w pamięci. Zaskakuje głównie lekkością i delikatnością, której trudno się spodziewać po tym międzynarodowym szczepie. Wino do picia już teraz, nie jest obliczone na dłuższy czas w piwniczce. Świetna alternatywa dla ciężkich Shiraz z Nowego Świata.

Z wizytą u Chantel Dartnall

Opowieści różnej treści

Dłuższe pomieszkiwanie w RPA ma słodko-gorzki smak. Jestem daleko od europejskiej kuchni i mam utrudniony dostęp to tamtejszych win. Czasem mam wrażenie, że dużo mnie omija. Dla przykładu w Polsce pojawia się tyle świetnych restauracji, że z każdą moją wizytą w kraju mam wrażenie, że nastąpiła gwałtowna rewolucja, na którą się nie załapałem. Tylu świetnych szefów kuchni na Starym Kontynencie, tyle interesujących miejsc na kulinarnej mapie…Od myślenia boli głowa. Mam swoje „bucket list” i większość z tych miejsc jest po prostu za daleko. Pozostaje mi jedynie z zazdrością czytać restauracyjne recenzje w magazynach czy blogach.

Los jednak czasem bywa łaskawy i daje możliwość odwiedzenia miejsc wyjątkowych, które mam w zasadzie pod nosem, a do których nie miałbym dostępu mieszkając w Europie. Wraz z żoną po długim 3-miesięcznym okresie od rezerwacji, doczekaliśmy naszej wizyty w restauracji „Mosaic” należącej do Chantel Dartnall. Chantel była ostatnio w Polsce gdzie odbierała nagrodę dla „The Best Chef Lady” na gali „The Best Chef Awards 2017”. Niezwykle urocza i charyzmatyczna szefowa „Mosaic” jest jedynym przedstawicielem Południowej Afryki w zestawieniu. Restauracja znajduje się w okolicach Pretorii na rozległej rodzinnej posiadłości Chantel i jest częścią hotelu „The Orient”. Całość zarządzana jest przez trust należący do rodziny.

Na powitanie zaserwowano nam Champagne Gosset-Brabant Tradition Premier Cru Brut N.V., którego finezyjność i lekkość idealnie współgrała z trzema Amuse Bouche przygotowanymi przez Chantel, która w międzyczasie pojawiła się przy stoliku, zaprezentowała menu i pomogła wybrać danie główne.

fot. archiwum własne

Następnie były przystawki. Na pierwszy ogień poszedł łosoś, perfekcyjnie dopieszczone danie, jak to u Chantel, z akcentami kwiatowymi, grzybami i kawiorem, parowany z Nederburg Ingenuity White Blend 2012 – rzadkim kupażem ośmiu białych odmian. Wino bardzo złożone i bogate, ale mimo swojego wieku wciąż świeże i żywotne. Nie będę pisał, że świetnie dobrane do potrawy, ponieważ podczas całego popołudnia to była w zasadzie norma. Dalej była najlepsza moim zdaniem pozycja w menu – „Sea Mist” – langustynka i przegrzebki w szafranowej pianie. Do bólu delikatne i perfekcyjnie wykonane. Za partnera służył lokalny klasyk – Newton Johnson Family Vineyards Chardonnay 2013. Pochodzące z doliny Hemel-En-Aarde wino to bardzo udany przykład lżejszego Chard, które nie razi nadmiarem beczki, ma świetną kwasowość i aromaty egzotycznych owoców. Kolejna przystawka i kolejne bardzo dobre wino – Domaine Zind-Humbrecht Pinot Gris Calcaire 2012. Chyba najlepsze wino z tego szczepu jakie piłem.

Mijała już druga godzina naszego pobytu gdy podano strusia z burakiem i śliwką w parze z Roger Sabon Chateauneuf-du-Pape Reserve 2013.  Dobrze  zbalansowane, z aromatami ciemnych owoców i ziół. Samo danie było niezwykle finezyjne, podane w wywarze m.in. z kwiatów hibiskusa, który został przyrządzony na naszych oczach.

fot. archiwum własne

fot. archiwum własne

W końcu przyszedł czas na danie główne i bardzo młodą jagnięcinę w kilku postaciach zaserwowaną w części na…kości. Niestety dobrane wino nie dorównało potrawie. Altano Duoro 2012 wypadło blado i nieciekawie. Moim zdaniem zabrakło zadziorności.

Przejściem do deseru był wybór serów zaserwowany z najlepszym winem wieczoru – W.&J. Graham’s Vintage Port 2003. Ciężko mi ubrać w słowa moje odczucia po degustacji tego wyjątkowego trunku. Intensywny bukiet, w którym znalazło się miejsce na ciemne owoce, suszone śliwki, rodzynki, egzotyczne przyprawy i karmel. W ustach idealnie zbalansowana słodycz, wciąż niebywała świeżość i czystość owocu. Bliskie ideału.

fot. archiwum własne

Czekoladowy deser to małe dzieło sztuki na talerzu. Doskonałej jakości składniki dobrane w idealnych proporcjach stanowiły cudowne zwieńczenie tej kulinarnej uczty. Do towarzystwa podano tu Pendits Tokaji Furmint Sweet 2009. Bardzo fajnie sobie poradziło mimo pierwszych oznak podeszłego wieku.

Chantel stworzyła miejsce wyjątkowe, gdzie każdy detal wzajemnie się uzupełnia. Hotel i restauracja stanowią spójną całość, a otaczające je ogrody kryją wiele niespodzianek. Jest tu miejsce na muzeum poświęcone lokalnemu rzeźbiarzowi, którego rodzina Dartnall sponsoruje od kilkudziesięciu lat. Rzeźby robią niesamowite wrażenie zwłaszcza ich część zainspirowana mitologią.

Piwnice skrywają ogromną kolekcję win, które szefowa zwozi z całego świata. Ich duża część jest przeznaczona na sprzedaż więc po posiłku można się udać na łowy, jeżeli tylko stan finansów, nadszarpnięty znacznie chwilę wcześniej, na to pozwala.

W kompleksie znajduje się również maleńkie kino urządzone w stylu belle epoque, które można wynająć na wyłączność i spędzić wieczór oglądając jeden z 3000 pozycji dostępnych w bibliotece. Mamy do wyboru dużo klasycznych czarno białych filmów jak również najnowsze ambitne produkcje.

Jakby tego było mało w garażach stoją zabytkowe samochody, które można wynająć wraz z szoferem. Rolls-Royce Phantom z 1935 roku może przyjechać pod twoje drzwi lub na lotnisko i zawieźć cię na miejsce z zawrotną prędkością 35km/h. Podróż na pewno umili szampan rozmiaru magnum serwowany na pokładzie.

To była nasza druga wizyta i już planujemy następną. Chef Chantel pracuje bowiem nad nowym menu, które zmienia się tutaj co sześć miesięcy.

Mother Rock Force Majeure Chenin Blanc 2015

Wino białe

Swartland, kraina Chenin Blanc płynąca, wydaje wiele interesujących wariacji tego szczepu. W zasadzie każdy tutejszy producent pracuje z tą odmianą i w większości są to wina zgodne z manifestem SIP (Swartland Independent Producers). Oznacza to m.in. minimalną interwencję, spontaniczną fermentację i brak dodatków wszelkiej maści. Do tego dochodzi jeszcze maksymalny limit 25% nowego dębu, koniecznie pochodzenia europejskiego i burgundzki kształt butelek. W tej stylistyce swoje wina tworzy Johan „Stompie” Meyer. Co ciekawe marka „Mother Rock” powstała we współpracy z importerem. W projekt wszedł Brytyjczyk Ben Henshaw z Indigo Wine. Etykieta „Force Majeure” to pierwsza, którą zaoferowali, następną była „Mother Rock”, która jest o półkę wyżej jeżeli chodzi o cenę i jakość. Na stronie Indigo Wine znaleźć można świetny wywiad ze „Stompie”, w którym traktuje o swoich winach i współczesnej scenie winiarskiej w RPA.

forcemajeure.jpg

fot. archiwum własne

„Force Majeure” oznacza siłę wyższą i odnosi się do samego procesu winifikacji, który jest bardzo naturalny i często idzie własną spontaniczną ścieżką. Każdy rocznik jest inny od poprzedniego, odzwierciedla kaprysy natury i charakter terroir.  Surowe i może szorstkie w pierwszym kontakcie Chenin Blanc z rocznika 2015 nie jest winem oczywistym. Dla kogoś, kto nie jest obeznany z winami Swartland Independent, może być trochę trudne w odbiorze ze względu na rustykalny charakter i wysoką kwasowość, lecz gdy wrażenia z pierwszego kontaktu opadną doszukać się można wielu interesujących akcentów, które pozostają w pamięci na dłużej. Jest to bardzo dobre odzwierciedlenie stylu SIP z bukietem przepełnionym dojrzałą antonówką oraz skórkami cytrusów. Jest jeszcze warstwa przypraw i suszonych ziół. W ustach również wyczuwalne dojrzałe jabłka, cytrusy i dodatkowo morelowa marmolada, która przynosi słodki akcent. Całość przeszywa ostra jak żyletka kwasowość, która nadaje dużo wigoru. W zakończeniu bardzo wyraźny posmak grapefruita. Zawartość alkoholu to jedynie 12.5%.

Jamie Goode ocenił wino na 93pkt. Wrażenia z jego degustacji można poznać tutaj. W tym samym video Jamie degustuje kilka innych, wybornych Chenin Blanc, na które zdecydowanie warto zwrócić uwagę. Ja szczególnie polecam Rêverie Chenin Blanc 2014.

Susza w RPA – co z winem?

Opowieści różnej treści

Obecnie na tapecie w RPA głównie dwie sprawy – możliwa zmiana Prezydenta i susza w okolicach Kapsztadu. Nie będę opisywał tej pierwszej, bo szkoda czasu, a sytuacja jest tak zawiła jak scenariusz „Mody na sukces”. Jeżeli chodzi o suszę to sprawa jest poważna. Ze względu na niski poziom zbiorników retencyjnych w Prowincji Przylądkowej Zachodniej, gdzie znajduje się znakomita większość winnic, zużycie wody jest ściśle limitowane. Od pierwszego lutego tego roku jest to 50 litrów na dobę na osobę. Jak sobie łatwo wyobrazić jest to ilość śmiesznie niska. Musi to wystarczyć do gotowania, prania i toalety. Przyczyny takiego stanu rzeczy są dwie – niski poziom opadów w ostatnich latach oraz gwałtowny wzrost liczby ludności Kapsztadu i okolic przy jednoczesnym braku inwestycji w infrastrukturę. Ostatnie szacunki mówią, że wody w kranach zabraknie w połowie kwietnia. Grozi to ogólnym chaosem i całkiem możliwe, że na ulice wyjdą dodatkowe siły porządkowe aby uniknąć tragedii.

Ograniczenia dotyczą również biznesu w tym producentów wina. Co to oznacza dla przemysłu winiarskiego? Przede wszystkim niższe zbiory i konieczność podniesienia cen. Nie wszystkie regiony są dotknięte suszą w równym stopniu. Najgorzej sytuacja wygląda w regionach Swartland, Olifants River i Paarl. W tej chwili rozpoczynają się zbiory i za kilka tygodni będzie można lepiej oszacować ogrom strat niemniej jednak szacunki producentów ze Swarland mówią o redukcji rzędu 30-40%. Najsłynniejszy producent regionu Eben Sadie mówi wprost: „Moim jedynym obowiązkiem jest zabutelkować ten rocznik, ze wszystkimi jego ekstremami, aby samo wino opowiedziało o tych radykalnych wydarzeniach.”

W Olifants River farmerzy mieli dostęp jedynie do 17% rocznego przydziału wody, a od pewnego momentu wody po prostu brak. W takiej sytuacji trzeba podejmować dramatyczne decyzje, które winnice skazać na zagładę, a które warto ratować. Nawet stare nasadzenia Chenin Blanc, które przetrwały dekady w zapomnieniu, pozostawione same sobie, niedawno odkryte na nowo, usychają.

W wielu chłodniejszych rejonach zbiory się jeszcze nie rozpoczęły i sytuacja może być odmienna i mniej dramatyczna ale generalnie rocznik zapowiada się na arcytrudny. Wygląda na to, że los może się obejść łaskawiej z najważniejszym regionem winiarskim RPA – Stellenbosch.

W posiadłości Simonsig dla przykładu panuje umiarkowany optymizm. Jakość gron jest bardzo dobra, zbiory są wyższe niż rok temu i brak chorób. Jedyny problem to wysokie temperatury latem i niska kwasowość. To spowodowało konieczność rozpoczęcia zbiorów we wcześniejszym terminie. Dużo będzie zależało od kunsztu winiarza. Wina będą potrzebowały większej ingerencji i dodatkowych zabiegów by obronną ręką wyjść z tej ciężkiej sytuacji.

Dolina Hemel-en-Aarde, królestwo Pinot Noir i Chardonnay dopiero przygotowuje się do zbiorów ale jak widać po wpisach producentów sytuacja wygląda o niebo lepiej niż w Swartland.

Podnoszą się głosy, że winnice RPA w najbliższych latach czeka rewolucja i zwrot ku odmianom, które lepiej znoszą wysokie temperatury, aby dostosować się do zmian klimatycznych zachodzących w ostatnich dekadach. Może to być szansa na nowe otwarcie. Czas pokaże. Narazie proponuję zakup ulubionych etykiet już teraz, ponieważ nowy rocznik może się okazać dużo droższy.